top 7 Barcelona

7 rzeczy, za które pokochałam Barcelonę / Hello Poznań ;)

Ufff… za nami wrzesień, jeden z najintensywniejszych i najbardziej szalonych miesięcy jakich było nam dane doświadczyć (z tego miejsca serdecznie dziękujemy naszej rodzinie za dbałość, aby nasza readaptacja do warunków polskich przebiegała gładko i płynnie za sprawą mnogości zadań zleconych ;) ). Kurz opada, a my coraz wygodniej mościmy się w nowym miejscu :) Tak, tak, centrum dowodzenia Ekologiką mieści się w nowym miejscu, w Poznaniu :) A pamiętam zupełnie jakby to było wczoraj, gdy pisałam, że zaczynamy nadawać z Barcelony :) Nie da się ukryć, że ten czas minął błyskawicznie i choć od samego początku wiedzieliśmy kiedy nastąpi moment rozłąki to, i tak, jego nadejście było dla nas zaskoczeniem. Bez wątpienia był to wyjątkowy czas, Barcelona dała się poznać i pokochać, a my wiele nauczyliśmy się od miasta i jego mieszkańców :) Na tyle dużo, że warto, w ramach pożegnania z miastem Gaudiego, podsumować to wszystko, czego było nam dane doświadczyć przez ostatnich 8 miesięcy. A więc, za co pokochaliśmy Barcelonę?

♥ Poidełka miejskie

O tak, nie wyobrażam sobie, by cokolwiek mogło zdetronizować moje ukochane miejskie poidełka. Absolutny hit, szczególnie w letnich miesiącach. Dowód na to, że przy dobrej infrastrukturze, woda z kranu staje się zupełnie równorzędną alternatywą dla wody butelkowanej, w dodatku dostępną wszędzie i dla wszystkich. Moim zachwytom nad wodotryskami nie było końca, czym nieraz zamęczałam Was na facebooku.

♥ Metro

Nabrałam przekonania graniczącego z pewnością, że żadna, nawet najbardziej błyskotliwa kampania medialna nie zachęci zmotoryzowanych mieszkańców miast do porzucenia swoich pojazdów z taką skutecznością, jak znakomita infrastruktura zapewniająca transport miejski na najwyższym poziomie. Transport miejski w Barcelonie poznaliśmy od jak najlepszej strony. 9 linii metra zintegrowanych z systemami kolejek podmiejskich i regionalnych gwarantuje bardzo sprawną komunikację. A warto wiedzieć, że Barcelona może poszczycić się liczbą mieszkańców zbliżoną do Warszawy, jednak przy 5-krotnie mniejszej powierzchni. Można sobie bez trudu wyobrazić uliczny armagedon w sytuacji, gdyby mieszkańcy Barcelony byli zdani na zaledwie 1,5 linii metra jak ma to miejsce w Warszawie… A więc, wiwat transport miejski!

♥ Bary tapas i filozofia wspólnego biesiadowania

Przyjaciele, znajomi, rodzina i autostopowicze odwiedzali nas licznie (wciąż wierzymy, że to bardziej dlatego, że tacy jesteśmy fajni, niż dlatego, że Barcelona jest taka fajna ;) ), a my za każdym razem jak magik z kapelusza wyciągaliśmy królika w postaci tournee po naszych ukochanych barach tapas. I nikt nie oparł się ich magii. Nikt. Bo w prawdziwych barcelońskich barach tapas jest magia. Jedzenie nie jest celebracją, bo przekąski są dostępne tu i teraz, ale jest magicznym, wieczornym rytuałem zagryzania rozgorączkowanej dyskusji równie gorącymi patatas bravas, którymi dzielą się z jednej miski wszyscy obecni przy stole biesiadnicy. No bo, hej, co może bardziej spajać relacje społeczne niż wspólna miska? :)

♥ Bądźmy mili dla świata

Pobyt w Barcelonie był dla mnie lekiem na całe nasze polskie zgorzknienie. Odkryłam, że są na świecie takie miejsca, gdzie, być może za sprawą większych dostaw energii słonecznej i wina, ludzie są dla siebie (i dla Ciebie) z założenia po prostu mili. W najgorszym wypadku, neutralni, ale przeważnie jednak mili. Dzięki tym doświadczeniom pielęgnuję w sobie swoje „hiszpańskie zen”  roztaczając wokół siebie atmosferę… no cóż… miłości ;) Z resztą spójrzcie sami na jedną z sytuacji, której byłam świadkiem, no czy to nie jest piękne? „Pięknej sceny dzisiaj byłam świadkiem. Szłam chodnikiem kiedy w dzikim pędzie minął mnie młodzian z plikiem kartek, który jak się okazało gonił autobus, a przynajmniej próbował go dogonić na następnym przystanku, bo autobus jechał równolegle ulicą. Chociaż co do tego, kto kogo w rzeczywistości gonił można mieć wątpliwości, bo kierowca zaczął trąbić aż w końcu młodzian zatrzymał się na chodniku zdezorientowany, autobus zatrzymał się jak gdyby nigdy nic na ulicy, otworzył drzwi i wpuścił chłopaka do środka. A potem jechali długo i szczęśliwie ♥ zaczynam wątpić w to, czy w tym mieście mieszkają jacyś niemili ludzie.”

♥ Targowiska

Barcelończycy kochają robić zakupy na targowiskach. Sama miałam szczęście mieszkać tuż obok Mercado de San Antonii i bezwstydnie z tego przywileju korzystałam. To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to stoiska szczególnie wyraziście informujące o tym, że produkty na nich się znajdujące pochodzą z nuestra terra, czyli z naszej katalońskiej ziemi. Katalończycy cechują się wyjątkową dumą narodową, która objawia się nie tylko w ich dążeniach do ustanowienia odrębnego państwa, ale również we wspieraniu rodzimego rolnictwa i lokalnych producentów żywności. Miłe. I bardzo w nurcie eko ;) A skoro już o tym mowa, równie ujmująca, co obecność znakomicie zaopatrzonych targowisk, jest powszechna dostępność produktów ekologicznych. Miód na moje ekologikowe serce. O moim ukochanym rolniku chyba nawet wspominać nie muszę, prawda? :)

mercado de sant antoni
Targ Sant Antonio (kat. San Antoni)

♥ Skarby z punto verde i krótka historyjka o tym, jak rozkochać w sobie rodowitego Barcelończyka za pomocą segregacji odpadów

Punto verde to nic innego jak barcelońska wersja punktu selektywnej zbiórki odpadów. Wiele z nich funkcjonuje na zasadzie lokalnego punktu wymiany dóbr, a w szczególności książek. I w ten sposób nabyłam, drogą „wyciągnięcia ze śmietnika”, znakomity słownik hiszpańsko-hiszpański dla początkujących. Nie muszę chyba mówić, że to prawdziwa perełka, a cena tej książki z księgarni zwaliłaby mnie z nóg (biorąc również pod uwagę stosunkowo wysokie ceny książek w Hiszpanii). Jednym słowem, sama radość, drugie życie rzeczy i w ogóle. Druga anegdotka, która wiąże się z odpadami, to zabawna, ale też rozczulająca historia, która spotkała mojego męża pieczałowicie segregującego odpady.

 

♥ Wino w duchu „zero waste”

Prawdę mówiąc, na polu bezsensownego pakowania produktów (na przykład warzyw i owoców w plastik) trudno z Hiszpanami konkurować. Jest jednak jeden taki obszar, który całkiem nieźle radzi sobie z wdrażaniem filozofii zero waste. Jest bowiem w Barcelonie sporo winiarni, które sprzedają wino z beczki wprost do pojemnika przyniesionego przez klienta. Dłuższa obserwacja uczestnicząca nasunęła mi pewne wnioski, z których wynika, że w tym wypadku niekoniecznie głównym motywem jest bezodpadowa ideologia, ale raczej pragmatyczne podejście. W końcu plastikowe opakowanie waży zdecydowanie mniej niż szklana butelka, a gdy niesie się 2 litry wina na rodzinną biesiadę, to robi różnicę :) Niemniej, w nas, miłośnikach win z regionu Rioja i rozwiązań w nurcie eko, wzbudziło to nieposkromione pragnienie aby kiedyś podobny lokal uruchomić. Taki z winem, prosto z beczki.

 

I tym sposobem dobrnęliśmy do końca naszego Subiektywnego Top 7 Barcelony :) Barcelona pozostaje w moim sercu, ale bez obaw, serce mam na tyle duże, że i na Poznań starczy miejsca :) A z tego, co widzę, również będzie potrzebował go niemało :)

  • Agata Górczyk

    Super zestawienie :) Fajnie się czyta i chłonie każdą anegdotkę. Sama nigdy nie byłam w tym zakątku świata, więc miło jest spojrzeć na niego oczami kogoś, kto chwilę tam pomieszkał :)

    • Ekologika

      Dzięki Agatko :) Barcelonę bardzo gorąco polecam na krótką wycieczkę, najlepiej poza sezonem. Nawet zimą miasto jest piękne, tłok jest mniejszy, a pogoda potrafi płatać MIŁE figle :)

  • Pingback: Ekologiczne postanowienia noworoczne | Ekologika - ekologiczny styl życia()