ekologiczny_proszek_do_prania_glowne

Ekologiczny proszek do prania. Jak Magda, która lubi chwasty zmieniła moje życie ♥

Rok. Okrągły rok. Tyle czasu zajęło mi znalezienie idealnej recepty na ekologiczne pranie. Co ja się naczytałam, co ja się naszukałam, ile łez wylałam, a odpowiedź miałam w zasadzie (niemalże) podaną na talerzu. Ale od początku.

Jakiś czas temu pomyślałam, że jedną z rzeczy, która powinna znaleźć się, i to niezwłocznie, na mojej sekretnej liście zmian, planów i ekozamiarów, jest szeroko pojęta chemia domowa, a już w szczególności proszek do prania. Mając wówczas jeszcze nikłe zerowe pojęcie na temat ekologicznych alternatyw tradycyjnych proszków do prania, ale za to sporo entuzjazmu, postawiłam w pierwszej kolejności na orzechy piorące, których kilka sztuk dostałam od Anety. Niestety, mój początkowy entuzjazm szybko opadł – z resztą przeczytajcie sami, co napisałam już po tym, jak poddałam oględzinom pranie wyciągnięte z pralki – w krótkich żołnierskich słowach – porażka na całej linii. Białe ubrania sprawiały wrażenie poszarzałych, ich zapach również był odległy od świeżości, a plamy pozostały na swoich miejscach. Uznałam, że skoro ubrania mają mi służyć jak najdłużej, to muszę dbać o nie z najwyższą starannością, a orzechy piorące sprowadzane z drugiego końca świata (ślad węglowy, wiadomo), na pewno się tym zamiarom nie przysłużą.

Ta porażka była bardzo kształcąca, a już na pewno zapewniła mi solidne otrzeźwienie i zdecydowanie większy dystans do tego, co akurat jest w ekologicznej modzie. Dzięki nowonabytej dociekliwości kolejne miesiące spędziłam na (niezbyt intensywnym) eksplorowaniu zasobów internetu, które zawiodło mnie prosto na Zielony Zagonek, gdzie trafiłam na przepis składający się z boraksu, sody kalcynowanej i szarego mydła. I utknęłam. Na mydle. Na dobre. Bo znacie te sytuacje, kiedy teoretycznie macie jakąś wiedzę zgromadzoną w jednej półkóli mózgowej, a jednocześnie przechowujecie jakąś informację w drugiej i one nie mają ze sobą żadnego kontaktu? No to właśnie stało się ze mną, bo nagle mnie olśniło, że w zdecydowanej większości przypadków mydło robi się przecież ze zwierząt. A większość płatków mydlanych i mydeł w kostce składało się jak nie z pochodnych tłuszczy zwierzęcych, to dla odmiany z oleju palmowego.

Więc w głowie zaświtała mi kolejna szaleńcza idea, żeby może to mydło zrobić samodzielnie – wegańskie i na tłuszczu pochodzącym z upraw mniej dewastujących lasy tropikalne niż palma olejowa. Myślę sobie, miałam w sumie kilkaset godzin zajęć z chemii na studiach, to prosta reakcja zmydlania nie powinna być dla mnie trudnością (wiwat mój wrodzony entuzjazm). Entuzjazm oczywiście opadł, gdy tylko zajęłam się wnikliwą lekturą forum dla pasjonatów robienia mydła i już kompletnie zgłupiałam, bo nagle się okazało, że nie wszystkie mydła nadają się do prania, bo niektóre, na przykład, za bardzo się pienią, a w ogóle to trzeba je gotować 8 godzin w wolnowarze, którego rzecz jasna nie posiadam. Katastrofa.

I już byłam na krawędzi, już miałam się poddać, na dobre pożegnać się z gąską, gdy jakaś dobra dusza napisała do mnie „zajrzyj na bloga Magdy z Całkiem Lubię Chwasty. No to zajrzałam, a tam… cuda. Okazało się również, w toku korespondencji, że Magda gotowa jest odstąpić mi słoiczek wykonanego przez siebie gospodarczego mydła rzepakowego, które wprost idealnie nadaje się jako półfabrykat do wykonania pasty piorącej. Co prawda Magda początkowo zachęcała mnie, żebym zrobiła mydło samodzielnie, bo to szalenie prosty przepis, ale nabyty niewiele wcześniej sceptyzym podpowiadał mi, żeby może jednak spróbować z małą ilością, zanim kupię wolnowar, kilogram wodorotlenku sodu i hurtową ilość oleju rzepakowego. Nabyłam też pozostałe składniki czyli boraks i sodę, a w ramach własnej inwencji twórczej dołożyłam jeszcze olejek aromatyczny o zapachu trawy cytrynowej.

mydlo_ekologiczne_produkcja
Wszystkie składniki wylądowały w jednej misce – po prawej stronie sławne mydło rzepakowe wykonane przez Magdę. Chwilę późnie całość została zblendowana na gładką pastę.

Wykonanie pasty było bajecznie proste i przyjemne. Wystarczyła chwila blendowania i moim oczom ukazała się biała puszysta masa, która do złudzenia przypomina lody śmietankowe albo coś równie pysznego, a roztaczała wokół aromat trawy cytrynowej. Gotową pastę przełożyłam do słoików.

mydlo_gospodarcze_do_pralki
W takim eleganckim słoiczku przybyło do mnie rzepakowe mydło gospodarcze wyprodukowane przez Magdę. Obecnie skrywa w swym wnętrzu część wyprodukowanej przeze mnie pasty piorącej :)

Następnego dnia postanowiłam przystąpić do testów. Załadowałam całą pralkę kolorowych ubrań, dodałam łyżkę pasty, odpaliłam program ten co zawsze (tryb eko, 71 minut, 40ºC) i jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w wirujący bęben pralki. Pierwsze wrażenie po wyciągnięciu ubrań z pralki? Pachną zdecydowanie świeżością, ale zapach jest zupełnie neutralny, praktycznie niewyczuwalny (dodam też, że nie dodaję żadnych specyfików do płukania). Ubrania były miękkie i miłe w dotyku, ale przede wszystkim wyprane. Mogę powiedzieć, że pasta dobrze poradziła sobie z plamami, chociaż sądzę że do bardziej zabrudzonych ubrań zwiększyłabym dawkę pasty. Z pozytywnym nastawieniem, zachęcona sukcesami, z niecierpliwością czekałam jednak na pranie rzeczy jasnych, które uznałam za ostateczny test dla tego specyfiku. I nie zawiodłam się – białe rzeczy rzeczywiście wyciągnęłam z pralki białe, świetliste wręcz, bez żadnych szaro-burych odcieni. Czyste. Odetchnęłam z ulgą i pomyślałam, że znalazłam w końcu to, czego szukałam. Ale już po paru dniach okazało się, że otrzymałam znacznie więcej niż się spodziewałam, a Magda i jej przepis dosłownie zmieniły moje życie.

pasta_pioraca_ekologiczna
Oto gotowa pasta. Sami musicie przyznać, że wygląda niebywale apetycznie :)

A było to tak… Od kilku lat w okresie jesienno-zimowym gnębiła mnie potwornie swędząca wysypka, która z upodobaniem sadowiła się na moich nogach, udach, pośladkach i biodrach. Swędziała przeokrutnie. Mam dość świeże wspomnienia po ospie wietrznej, więc z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ospa do mojej wysypki nawet się nie umywa. Dermatolog zapytany o problem zalecił zwiększenie nawilżania skóry. Nie pomogło, a przetestowałam chyba wszystko, co konwencjonalna i niekonwencjonalna kosmetyka mają do zaoferowania. Potem mnożyłam kolejne scenariusze… Może to uczulenie na zimno? W końcu wysypka pojawia się tylko, gdy za oknem chłód. A może nie na zimno, tylko na cytrusy, których więcej spożywam w porze zimowej? Zrobiłam nawet testy alergiczne pod tym kątem i nic. Potem zaczęłam podejrzewać nabiał, ale nie pasował do sezonowego schematu pojawiania się wysypki. Utknęłam. Przynajmniej do momentu, gdy wysypka znienacka zniknęła z dnia na dzień. Szok. Moje zwoje mózgowe zaczęły się przegrzewać z wysiłku przy próbie odpowiedzi na pytanie, co też do ciężkiej cholery uczyniłam, że wysypka zniknęła? Co mogło się zdarzyć? I spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba (tak, tak, to znowu ta sytuacja, w której nie stykają się styki w mózgu), że przecież od kilku dni noszę spodnie wyprane w tym nowym ekologicznym specyfiku. A trzeba Wam wiedzieć, że miłuję obcisłe rurki, które zakładam rzecz jasna wtedy, gdy robi się chłodniej. Latem biegam przecież wyłącznie w sukienkach lub szortach i żadna wysypka wówczas się nie pojawia. I po chwili drugi grom – od ponad dekady nie mieszkam z rodzicami, więc mógł ten fakt gdzieś zniknąć o odmętach niepamięci, ale przecież mój ojciec nigdy nie mógł niczego wyprać w rękach, własnie z powodu straszliwej alergii na proszek do prania. No i proszę, styki się zetknęły aż zaskwierczało. A Magdzie od Chwastów będę dziękować chyba do końca życia, jeżeli się okaże, że wysypka w tym sezonie już do mnie nie wróci. Oby.

Więc cóż, nie spodziewajcie się ode mnie innej opinii niż entuzjastycznej. A wszelkie korzyści zebrałam poniżej:

♥ na własnej SKÓRZE przekonałam się, że sklepowa chemia może nam skutecznie zatruwać życie – alergicy mogą odetchnąć z ulgą

♥ proszek jest zdecydowanie cruelty-free (w przeciwieństwie do „ekologicznego” Białego Jelenia, który jest na bazie płatków mydlanych z tłuszczu zwierzęcego), a jednocześnie nie przyczynia się do wycinki lasów tropikalnych, bo nie zawiera oleju palmowego

♥ ubrania są czyste, świeże, przyjemnie pachną – trudno dostrzec różnicę w porównaniu z typowym drogeryjnym proszkiem

♥ pasta zawiera zdecydowanie mniej składników szkodliwych dla ekosystemów wodnych, a przede wszystkim jest wolna od fosforanów

♥ biorąc pod uwagę prognozowaną wydajność, pasta piorąca nie będzie droższa niż typowy proszek do prania. Koszt składników koniecznych do wykonania nieco ponad litra pasty to ok. 20-25 złotych. Przewiduję, że ta ilość starczy mi na bardzo długo

Mimo licznych plusów, z pośród których największym jest wybawienie się od potwornego uczulenia, są też niewielkie minusy:

♦ Nierozwiązanym problemem pozostaje dla mnie mydło – spośród wszystkich składników, to właśnie ten element jest dla mnie najbardziej kłopotliwy. Rozwiązania problemu są dwa – lepiej szukać lub zdecydować się na samodzielną produkcję, co może, jak się domyślam, zniechęcić sporą część zainteresowanych pastą piorącą

♦ Jak wiele rzeczy, które aspirują do miana ekologicznych, również pasta piorąca wymaga nieco więcej zachodu i planowania, ale przy sprzyjających wiatrach, we wszystkie niezbędne ingrediencje zaopatrzysz się online, bez wychodzenia z domu

No i na sam koniec, wisienka na torcie, czyli opracowana przez Magdę receptura z której korzystałam:

♥ 235 ml mydła gospodarczego

♥ 235 ml boraksu

♥ 235 ml sody kalcynowanej

♥ 235 ml wody

♥ kilka kropel ulubionego olejku eterycznego

Całość zblendować na gładką masę i przełożyć do szczelnie zamykanego pojemnika (ok, to jest uproszczona procedura, a po więcej szczegółów zapraszam na Całkiem Lubię Chwasty. Tam Wam pomogą :) :) ).

To co, przekonałam Was? :)

  • Arcydzielna

    O! Właśnie szukam od jakiegoś czasu jakiegoś produktu do prania. spróbuję bo Chemia sklepowa już mi działa na nerwy i zdrowie ;) zobaczymy jak u mnie podziała

    • Ekologika

      Bardzo polecam, na prawdę. Nie polecam rzeczy, które nie działają, albo działają słabo, ale w tym wypadku z ręką na sercu – rekomenduję :)

  • Sandra Wawro

    Agnieszka w jakiej ilości zakupiłaś boraks i węglan sodu ? można dostać jakieś mniejsze ilości ? Jakiś sprawdzony sklep ?

    • Ekologika

      Ja kupowałam sodę i boraks stacjonarnie w sklepiku w Poznaniu, o tutaj http://bio-market.pl/ (wygląda na to, że mają też opcję z wysyłką). Kupowałam w opakowaniach po 1 kg. Poszukaj w sklepach z odczynnikami chemicznymi, powinno być do kupienia stacjonarnie :) A jeśli chodzi o mydło – możesz zastąpić płatkami mydlanymi lub zetrzeć kostkę mydła na tarce :) Powodzenia!

      • Sandra Wawro

        Dzięki :)
        na początek na próbę (bo trochę niedowiarek ze mnie) kupię gotową pastę przez CałkiemLubię Chwasty, a jak się sprawdzi podziałam sama :)

  • Pingback: Ekologiczne plany noworoczne – wersja 2.017 | Ekologika - ekologiczny styl życia()

  • Pingback: Czy boraks jest bezpieczny | Ekologika - ekologiczny styl życia()

  • Aneta

    Nie bój się produkcji mydła w domu, nie jest taka trudna. ;) Wolnowaru też nie potrzebujesz, wystarczy garnek albo naczynie żaroodporne i piekarnik. Robiłam już kilka potasowych mydeł w garnku i wszystko świetnie działa. Ważne, żeby pamiętać o BHP. Plus z jednej takiej produkcji będziesz miała mydło na wiele porcji pasty. :)

    • Ekologika

      Niedługo po napisaniu tego tekstu uległam pokusie i zrobiłam od razu dwa potasowe – rzepakowe i kokosowe, a ostatnio ukręciłam nawet potasowe ze sporym przetłuszczeniem i cukrem, jako drobinkami peelingującymi! :D Teraz zaczynam rozmyślać o sodowym :D Mydlenie wciąga :)