Ekologika w podróży: Barcelona

My, Polacy, mamy wyjątkową skłonność do utyskiwania na swój los. Pomijając nawet naszą narodową martyrologię i zamiłowanie do świętowania klęsk, lubimy podkreślać, że jest nam źle, a wręcz najgorzej na świecie, wszystko się sypie, żyć się nie da, no i ogólnie… Polska w ruinie ;)  Czasami mam wrażenie, że mamy w Polsce dwa ulubione sporty narodowe – przede wszystkim narzekanie, a po drugie, narzekanie na to, że Polacy narzekają ;) I jest w tym faktycznie ziarno prawdy, co zdają się potwierdzać wskaźniki – nasze subiektywne poczucie dobrobytu jest znacznie niższe, niż wskazywałyby na to mierzalne parametry rozwoju społecznego (HPI versus HDI)… Mówiąc po Polsku, rzadko doceniamy to co mamy. Kto mnie za, ten wie, że ja akurat jestem daleka od narzekania na swój kraj, nie przepadam za porównywaniem się do innych i doceniam szczęście, które mam, będąc kim jestem, w kraju w którym mieszkam… chociaż, nie powiem, z pewną dozą krytycznego realizmu skanuję otaczającą mnie rzeczywistość ;)

Możemy oczywiście bezustannie porównywać się z innymi, zanurzając się w odmętach marazmu, kończąc proces eksploracji smutnym wnioskiem, że w Polsce i tak nic się nie zmieni. A możemy też zajrzeć do cudzych ogródków przez szparę w płocie, wyselekcjonować to co najlepsze i pozytywnie się zainspirować :) Dla mnie właśnie podróże są znakomitą okazją do kolekcjonowania dobrych praktyk i sprytnych rozwiązań, bo przecież jeśli się uczyć i inspirować, to tylko od najlepszych ;) Tym razem los rzucił mnie do Barcelony (nie, nie na wakacje, niestety), gdzie z przyjemnością podpatrywałam co Hiszpanie Katalończycy ;) robią w sprawie ekologii i zrównoważonego rozwoju. No więc generalnie… jest co kopiować :)

Transport publiczny

Teraz odrobina matematyki. Barcelona jest drugim co do wielkości miastem Hiszpanii i liczy sobie 1,6 mln mieszkańców (cała metropolia zamieszkiwana jest przez niemal 5 mln osób). Warszawa ma porównywalną liczbę mieszkańców (1,7 mln), ale jej powierzchnia jest pięciokrotnie większa. Oznacza to również, że Barcelona jest pięciokrotnie gęściej zaludnionym miastem niż Warszawa (w Barcelonie przypada ok. 16 tyś. mieszkańców na km², w Warszawie nieco ponad 3 tyś.). Zagadka: dlaczego w Barcelonie nie ma korków, a w Warszawie są? Odpowiedź zapewne jest bardziej złożona, ale mam niejasne podejrzenie, że znakomicie zorganizowany transport miejski w Barcelonie zdecydowanie sprzyja rozwiązaniu problemu nadmiernego ruchu samochodowego w mieście.

Barcelońskie metro składa się z 10 linii, tworzących sieć o długości 102,6 km i obsługiwane jest przez flotę 165 pociągów. Dodatkowo, metro jest nieźle połączone węzłami przesiadkowymi z siecią podmiejskich pociągów, które obsługują okolice Barcelony. A gdyby metro nie dowiozło nas tam, gdzie sobie życzymy, to do wyboru jest jeszcze 100 linii autobusowych.

metro_barcelona

W Barcelonie świetnie funkcjonuje też sieć rowerów miejskich dostępna dla mieszkańców. Po zarejestrowaniu się i opłaceniu niewielkiej kaucji można swobodnie korzystać z 6000 rowerów zaparkowanych w 420 stacjach rozsianych po całej Barcelonie. Pierwsze 30 minut jazdy rowerem jest całkowicie darmowe :) System został jednak zaprojektowany z myślą o mieszkańcach miasta (aby móc korzystać z rowerów trzeba dysponować tzw numerem „NIE”, który nadawany jest obcokrajowcom mieszkającym w Hiszpanii), właśnie po to, żeby zachęcić ich do pozostawienia samochodów w domu na czas codziennych dojazdów do szkoły czy pracy.

bicis_bicing

Dostępna jest również aplikacja mobilna za pomocą której można z łatwością zlokalizować najbliższe stacje oraz sprawdzić czy są w nich aktualnie dostępne rowery lub wolne miejsca do zaparkowania wypożyczonego pojazdu :)

mapa-bicing-jpg-20150716

Gospodarowanie odpadami

Trudno nie zwrócić uwagi na rozsiane po całym mieście stacje selektywnej zbiórki odpadów. Do tak zwanych „puntos verdes” można przynosić wszystkie odpady, które wymagają szczególnej pieczy – elektroodpady, oleje, meble, odzież, leki, kosmetyki, świetlówki, farby i lakiery, puszki po aerozolach, tonery, tusze i… kapsułki z ekspresów do kawy, wiecie, tych na kapsułki ;) Oczywiście, żeby łatwiej było znaleźć taki punkt w internecie dostępna jest mapa i wyszukiwarka najbliższych punktów zbiórki.

puntos_verdes

Komunikacja

W Barcelonie o ekologii mówi się bez obciachu, a podmioty zajmujące się transportem czy odpadami poświęcają sporo uwagi zrównoważonemu rozwojowi i edukacji mieszkańców. Przygotowując dzisiejszy wpis dowiedziałam się na przykład, że barceloński TMB (przedsiębiorstwo transportu miejskiego) odzyskuje 8 z 10 litrów wody zużywanych do sprzątania metra i autobusów. Nie koniec na tym. W lokalach gastronomicznych powszechnie używa się podkładek i serwetek wykonanych w 100% z makulatury. I nie mam tu wcale na myśli ulicznych budek i barów tapas, ale na prawdę niezłe restauracje. W wielu miejscach zauważyłam również oznakowanie certyfikatem FSC, nie tylko na etykietach, metkach i opakowaniach, ale też na drewnianych zabawkach w sklepach z pamiątkami. Oczywiście można się spierać, ile w ekoznakach marketingu, ale dla mnie to kolejny sposób na poszerzanie świadomości ekologicznej konsumentów.

ekoznaki

Drugie życie rzeczy

W końcu zorientowałam się, że to o czym zawsze marzyłam, żeby stało się powszechne (i nieobciachowe) w Polsce, w Barcelonie istnieje i ma się świetnie – targowiska rzeczy z drugiej ręki :) Targ na który trafiliśmy odbywa się regularnie, w drugą niedzielę miesiąca, w dzielnicy El Raval (bardzo blisko ścisłego centrum Barcelony). Okoliczni mieszkańcy i handlarze rozstawiają swoje stragany głównie z używaną odzieżą, ale można też znaleźć sporo rękodzieła, biżuterii, staroci wszelkiego rodzaju, zdarza się elektronika. Jednym słowem mydło i powidło. Mam wrażenie, że Barcelończycy zdecydowanie gustują w targowiskach. W centrum miasta próżno szukać galerii handlowych, ale za to świetne targi z owocami morza, warzywami, serami czy owocami znajdziemy bez trudu. I mimo umiarkowanej znajomości języka hiszpańskiego ta forma handlu zdecydowanie bardziej do mnie przemawia :)

kolaż_barcelona

kolaż_Barcelona_2

No i na koniec ja. W ferworze łowów :) Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie upolowała jakiegoś smakowitego kąska :) Tym razem nie miałam zbyt dużo czasu, ponieważ mój towarzysz cierpi na chroniczną alergię na zakupy, która wzmaga się wprost proporcjonalnie do zagęszczenia ludzi wokół niego ;) Niemniej jednak, zdążyłam upolować idealnie leżącą niebieską koszulę w kratkę za całe 3 euro :)

IMG_20151016_081456

Podróże kształcą, to pewne. Otwierają okno na świat i pozwalają kolekcjonować smaki, doświadczenia i dobre praktyki. Ale nie można zapominać, że każda podróż, zwłaszcza ta odbyta samolotem, wiąże się z emisją dwutlenku węgla do atmosfery. Moja podróż przyczyniła się do emisji ok 500 kg CO₂ (orientacyjnie, różne kalkulatory podają różne dane) – to wartość na jednego pasażera. Pytanie, co mogę z tym zrobić?