Lekcja doceniania swojego szczęścia

Kilka tygodni temu gruchnęła wiadomość, że wodociągi krakowskie planują duży remont magistrali, co poskutkuje odcięciem południowych dzielnic Krakowa od wody na całe 2 dni. Zamarłam. Od razu przypomniałam sobie prowadzone przeze mnie warsztaty z przedszkolakami, w trakcie których wielokrotnie stawiałam dzieciom pytanie: „jak wyglądałoby wasze codzienne życie, gdyby na kilka dni w waszym domu zabrakło wody?”. Natychmiast zdałam sobie sprawę, że wkrótce sama stanę się uczestniczką najbardziej ponurego z możliwych scenariuszy wykreowanych przez bujną wyobraźnię 5-latków (chociaż akurat wizja niemycia się przez kilka dni na ogół jest przyjmowana z dużym entuzjazmem przez dziecięcą społeczność ;) ).

W nocy przed planowaną przerwą w dostawie wody miałam gotową strategię – zgromadzę maksymalne zapasy wody, co powinno wystarczyć na pierwszy dzień armagedonu, a drugiego dnia pojadę do rodziców i jakoś to będzie. Wannę wypełniłam po brzegi, głośno pomstując napełniłam WSZYSTKIE garnki, miski, dzbanki, bidony, butelki, które znalazłam w domu. Co więcej, na wszelki wypadek, nalałam do pełna wody w czajniku gdyby niespodziewanie w tym 30-stopniowym upale zachciało mi się wypić 1,5 litra gorącej herbaty (kompletne odrealnienie tego pomysłu pozostawiam bez komentarza). Gdy wybiła północ, otarłam pot z czoła (wszak napełnienie tych wszystkich naczyń to nie lada wysiłek), spojrzałam z dumą na swoje dzieło, połaskotałam swoje ego, jaką to zaradną panią domu jestem i już, już miałam udać się na zasłużony spoczynek, z poczuciem spokoju i dobrze wykonanego zadania, gdy nagle zorientowałam się, że ewidentnie coś jest nie tak. I to bardzo.

Po pierwsze, zorientowałam się, że praktycznie cała łazienka zastawiona jest naczyniami z wodą. Mimo imponującej objętości zgromadzonej wody, miałam poważne wątpliwości, czy ta ilość wystarczy dwóm osobom, żeby przetrwać 2 dni we względnie komfortowych warunkach. Oczywiście, wiedziałam już wcześniej, że przeciętny Polak zużywa ok. 150 litrów wody dziennie, ale dopiero zderzenie tej liczby z rzeczywistością uświadomiło mi dobitnie, o jakich wielkościach rozmawiamy. Nie będę Was zachęcała do zrealizowania eksperymentu w praktyce, ale spróbujcie przynajmniej wyobrazić sobie objętość wody odpowiadającą trzydziestu 5-litrowym butelkom wody. Albo stu 1,5-litrowym. Jak kto woli. Oczywiście, woda która mierzą wodomierze w naszych mieszkaniach, to nie wszystko, co zużywamy. Żywność, którą kupujemy i konsumujemy, odzież czy inne dobra materialne również wymagają wody do produkcji. Ale to historia na inną okazję.

Według statystyk, aż 30 litrów wody dziennie zużywamy tylko na spłukiwanie toalety – ta ilość często musi wystarczyć mieszkańcom Globalnego Południa do zaspokojenia potrzeb całej rodziny w ciągu całego dnia. Kąpiel to wydatek około 50-60 litrów wody, a pranie – 25. Pozostałą wodę zużywamy do picia i gotowania (ok 4-5 litrów), sprzątania, mycia naczyń czy do higieny osobistej.

Po drugie, uświadomiłam sobie, że to, na co właśnie pomstuję i narzekam (czyli możliwość zgromadzenia zapasu krystalicznie czystej wody pitnej, bez jakiegokolwiek wysiłku) jest odległym marzeniem i niewyobrażalnym luksusem dla ponad miliarda mieszkańców Ziemi. Szacuje się, że siódmy obywatel świata nie ma swobodnego dostępu do czystej wody.

Mieszkaniec Mozambiku ma do dyspozycji tylko 10 litrów wody dziennie.

pobór wody na osobę
Pobór wody na osobę według kraju (źródło: http://fao.org)

Mając na co dzień wodę w kranie trudno (i bardzo niewygodnie) zastanawiać się, jakie konsekwencje niesie niedobór wody, bądź dostęp do wody niespełniającej absolutnie żadnych norm bakteriologicznych i sanitarnych. Za ilustrację tego problemu niech posłużą nam liczby – co 15 sekund, z powodu braku dostępu do czystej wody, na świecie umiera dziecko. Przeważnie, w kraju należącym do Globalnego Południa.

Ofiary braku dostępu do czystej wody odchodzą w ciszy, bo to mniej spektakularne niż powódź, tornado czy katastrofa samolotu.

Oczywiście problemy zdrowotne, choroby i biegunki (które zabijają więcej dzieci niż AIDS czy malaria), to zaledwie wierzchołek góry lodowej problemów, których źródło tkwi w utrudnionym dostępie do czystej wody. To, co wydawać by się mogło drobną życiową niedogodnością (18% populacji Afryki Subsaharyjskiej korzysta ze źródeł wody, które są oddalone od ich domostw o ponad 30 minut drogi) w rzeczywistości przekłada się na szereg konsekwencji o wymiarze społecznym, spośród których najboleśniejsze, to utrudniony dostęp do edukacji kobiet i dzieci. Niestety, wbrew naszym idyllicznym przypuszczeniom, to nie silni mężczyźni, buchający testosteronem samce odpowiadają za zaopatrzenie rodziny w wodę – ten obowiązek spoczywa właśnie na wątłych barkach kobiet i dzieci, a wyprawy po wodę zajmują znaczną część dnia.

Źródło: http://pah.org.pl, fot. Wojciech Grzędziński

A czy widzieliście, że dziewczynki w okresie dojrzewania przestają chodzić do szkoły? Otóż dlatego, że brak dostępu do toalet w szkołach uniemożliwia dziewczynkom zachowanie jakiejkolwiek higieny w czasie menstruacji. W Polsce XXI wieku to nie do pomyślenia (notabene, w „Polsce w ruinie”, jak twierdzą niektórzy prominentni politycy. Swoją drogą chętnie wysłałabym tych prominentnych polityków do chociaż jednego z krajów Globalnego Południa, żeby łaskawie docenili 35 miejsce Polski w rankingu rozwoju społecznego HDI i luksus jakim na co dzień dysponuje spora rzesza Polaków).

Szacuje się, że dzieci opuszczają w ciągu roku 443 mln godzin lekcyjnych z powodu chorób związanych z użyciem zanieczyszczonej wody.

Warto wiedzieć również o tym, że kwestia dostępu do wody jest między innymi areną międzynarodowych i lokalnych konfliktów, a w niektórych miejscach świata cena wody jest wyższa niż cena ropy naftowej.

Źródło problemu

Wydawać by się mogło, że Ziemia jest planetą wyjątkowo zasobną w wodę. To prawda, ale zaledwie niespełna 1% zasobów wodnych świata to woda pitna. Kłopot tkwi w tym, że aż 70% wody słodkiej pochłania światowe rolnictwo, którego plony w pełnej obfitości trafiają przede wszystkim na talerze mieszkańców Globalnej Północy. Czyli na nasze. To również my w największej mierze konsumujemy dobra przemysłowe, których wytworzenie pochłania kolejne 22% zasobów słodkiej wody. Poza tym, globalne zmiany klimatu i zanieczyszczenia trafiające do środowiska, w znacznym stopniu przyczyniają się do kurczenia się zasobów wodnych Ziemi. A jej mieszkańców wciąż przybywa.

Czy coś możemy zrobić?

Świat globalnych współzależności – społecznych, ekonomicznych i ekologicznych – jest na tyle złożony, że nie ma prostej recepty na poprawę sytuacji mieszkańców Globalnego Południa. To, że my, Polacy zaczniemy oszczędzać wodę w naszych domach, nie przyczyni się bezpośrednio do poprawy jakości życia mieszkańców Afryki Subsaharyjskiej. Może przyczynić się za to do zapewnienia bezpiecznej przyszłości dla nas samych i dlatego warto to robić i warto również wychowywać swoje dzieci w poczuciu szacunku dla zasobów, które daje nam Ziemia (o efektywnych sposobach oszczędzania wody napiszę wkrótce).

Źródło: http://pah.org.pl, fot. Wojciech Grzędziński

Z drugiej strony świadomość, w jaki sposób funkcjonują globalne współzależności pomaga nam zrozumieć, że decyzje konsumenckie, które podejmujemy każdego dnia mają realny wpływ na jakość życia mieszkańców Globalnego Południa. Możemy ograniczać nasz wpływ na zmiany klimatu, kupować odpowiedzialnie, nie marnować żywności. Możemy wspierać organizacje, które w krajach Globalnego Południa podejmują wysiłek budowy i utrzymania infrastruktury wodnej oraz edukują społeczność lokalną (np. Polska Akcja Humanitarna).

„Prawo do wody to nieodłączny element ludzkiej godności. Godność nie podlega negocjacji.”
Loic Fauchon, World Water Council

W końcu, możemy też poczuć, że wszyscy, niezależnie od miejsca zamieszkania jesteśmy obywatelami tej samej Ziemi, a problem niedoboru wody w różnych rejonach świata jest naszym wspólnym problemem. Z odpowiedzialności nie zwalnia nas nawet fakt, że mieliśmy szczęście urodzić się w Europie, a woda w naszym domu płynie wartkim strumieniem.

Warto docenić to szczęście.

Źródła:

http://e-globalna.edu.pl/

http://pah.org.pl/

http://globalna.edu.pl

http://fao.org

Obserwuj tablicę Dostęp do wody należącą do użytkownika Ekologika.

  • Ta liczba 150 litrów dziennie jest druzgocąca! Ale każdy kto narzeka na Polskę i to jak się w niej żyje powinien przeczytać w jakich warunkach żyje się w większości krajów świata, bo Niemcy i Stany Zjednoczone to nie eldorado powszechnie panujące poza granicami naszego kraju

  • Kamil 32

    Sranie w banie. My się złożymy na studnię w jednej wiosce, a w tym czasie przekabacone gówniarze wymordują ludność z kilku innych wiosek. Tyle to warte. I przypominam, że nasi przodkowie żywą krwią wydarli ziemię po której stąpamy. Bambusy im w tym nie pomagały, dlaczego my mamy im pomagać dzisiaj, mając wystarczająco własnych problemów na których waży się przyszłość naszych dzieci ?

  • Kamil 32

    Brawa za postawę, żeby blokować komentarze ludzi o odmiennych, a co najlepsze racjonalnych, poglądach. Prl się marzy, co ? Niem mam już 12 lat słońce, klapki mi spadły. Sram na problemy Afryki i ameryki południowej. Każdy ma, jak się na swojej ziemi rządzi :).