O reklamówkach jednorazowych i odpowiedzialnym dziennikarstwie słów kilka

Follow my blog with Bloglovin

Prawdę mówiąc, miałam szczery zamiar porwać się na coś bardziej ambitnego, niż na dość już wyeksploatowany – wydawałoby się – temat używania jednorazowych reklamówek. Ale pech chciał, że przeglądając sieć natknęłam się na taki oto rozkoszny nagłówek artykułu w tygodniku „Polityka”, który najpierw rozśmieszył mnie do łez, a chwilę później wpędził w niemałą konsternację… Co gorsza, na tym nie koniec.

Nagłówek artykułu z tygodnika "Polityka"

Reklamówki zagrożone. No bo jak to? Czyżby Unia Europejska postradała zmysły już zupełnie?! Jak to możliwe, że podstępni unijni urzędnicy podnoszą rękę na nasze niezastąpione torebki foliowe, które od lat tak dzielnie nam służą? Ile otulonych folią cytryn, przeważnie w intymnej relacji jeden na jeden?… Ile chrupiących kajzerek poskromionych przed ucieczką?… Ile ton naszych codziennych sprawunków niesionych z mozołem na wątłych foliowych uszach?… Ich zasługi odchodzą jednak w zapomnienie wobec zbliżającej się ponurej i bezwzględnej, unijnej, reklamówkowowej inkwizycji. Wyobrażam sobie jak miliony foliówek, gdzieś pod ladą, tulą się do siebie i drżą ze strachu o swoją przyszłość, a miast światełka w tunelu, na jego końcu majaczy kat odziany w niebieską pelerynę w żółte gwiazdki. Biedne, zagrożone wyginięciem reklamówki. A przecież tak bardzo chciały być potrzebne :(

Ale hola! Roztkliwiamy się nad reklamówkami, ale co z nami, człowiekami?! Pomijając kwestię odbieranych nam gwałtem wygód, likwidacja foliówek oznacza naszą degradację z pozycji unijnego lidera w ich zużywaniu! Chociaż to jedno nam się udało – po latach starań, w końcu w czymś jesteśmy najlepsi! Możemy dopieścić nasze narodowe ego, niekoniecznie Adamem Małyszem czy kadrą siatkarzy, ale naszą własną obywatelską mobilizacją do zużywania foliowych jednorazówek. Tu nie ma miejsca na waśnie i podziały, Polskę A i Polskę B. Pomimo przeciwności losu i trudnej historii, zajmujemy w czymś wreszcie pierwsze miejsce! Pokonaliśmy w rankingu Duńczyków (4 reklamówki rocznie na osobę), Finów (5 sztuk), Niemców (98), nawet unijną średnią (198 reklamówek rocznie na osobę) zostawiliśmy daleko w tyle. 466 reklamówek przypada rocznie na każdego Polaka. To brzmi dumnie.

Więc, co w pełni zrozumiałe, musi w człowieku narodzić się bunt przed tak plugawym gwałtem. Bo przecież, jak zauważa autor: „Co do ich [plastikowych torebek] szkodliwości dla środowiska nie ma oczywiście wątpliwości, ale już odgórnych zakazów z Brukseli nie lubimy. (…) Po raz kolejny zatem Unia postanawia nas wychowywać. I po raz kolejny nie będziemy z tego zbytnio zadowoleni.” A więc bunt. Zbuntujmy się, strzelmy focha i tupnijmy naszą polską nóżką, bo ktoś nam coś każe. Przyznajmy co prawda w duchu rację, bo przecież są szkodliwe, to oczywiste, no ale bez przesady! Żeby tak od razu siłą? Przymusem? Nakazem? Nie. I basta. Polacy nie gęsi i swoje reklamówki zużywają.

Mogłabym ciągnąć jeszcze dłużej ten sarkastyczny wywód będący konstatacją marnego, pozbawionego społecznej odpowiedzialności dziennikarstwa. Mogłabym, ale zamiast tego w krótkich żołnierskich słowach wytłumaczę, dlaczego ktoś nas będzie wychowywał i dlaczego uważam to za słuszne (mimo, że nie wszystkie unijne pomysły uważam za trafione). Ano dlatego, że jestem obywatelką tego kraju i współmieszkanką tego świata.

Moim prawem, i każdego z nas, jest życie w czystym środowisku, picie czystej wody i oddychanie czystym powietrzem. Więc jeśli ktoś to nasze prawo łamie, to należy powiedzieć „dość”.

Oczywiście, możesz krzyczeć, że Twoim prawem jest wolność do zużywania milionów plastikowych torebek, jeśli masz takie widzimisię, ale nie masz racji, bo nawet zasoby naturalne z których wówczas korzystasz nie są wyłącznie Twoją własnością. Nawet jeśli za tę reklamówkę zapłacisz.

Pewnie, ja też bym chciała, żebyśmy dobrowolnie opuścili podium, żeby się okazało, że jesteśmy tacy ekologicznie świadomi, wrażliwi i odpowiedzialni. Wyedukowani. Kłopot w tym, że edukacja i zmiana postaw trwa latami, a przyroda nie może dłużej czekać. Każdego roku do środowiska w niekontrolowany sposób trafia 8 miliardów reklamówek, między innymi do mórz i oceanów. Mylone przez zwierzęta z pożywieniem, często stają się przyczyną śmierci. 94% ptaków znad Morza Północnego posiada w żołądkach plastik. Nasz plastik. Bo foliowa reklamówka służy nam średnio niespełna 20 minut, rozkłada się 500 lat, a do recyklingu dociera zaledwie kilka procent ze 100 miliardów reklamówek trafiających każdego roku w ręce konsumentów Unii Europejskiej.

Bądź o krok przed Unią Europejską i jej zakazami. Zmień coś w swoim życiu bo to nic nie kosztuje. Weź swoją torbę na zakupy.

Obserwuj tablicę Reklamówki jednorazowe należącą do użytkownika Ekologika.