recenzja książki życie zero waste

Recenzja książki Kasi Wągrowskiej „Życie Zero Waste”

Ostatnie lata bardziej świadomego życia nauczyły mnie daleko idącej ostrożności na dźwięk słowa „moda”, bo to co się za nim kryje, nie przynosi przeważnie żadnej wartości poza nieracjonalnymi decyzjami konsumenckimi. Bywają jednak takie trendy, które przyjmuję z satysfakcją i otwartymi ramionami, bo wiem, że mogą realnie zmienić świat na lepszy. Do trendów wartościowych zaliczyć można bez wątpienia filozofię zero waste, która ostatnio szturmem zdobywa popularność. W tę nową modę, wprost idealnie, wstrzeliła się Kasia Wągrowska ze swoją książką „Życie Zero Waste. Żyj bez śmieci i żyj lepiej”. Z jednej strony książka bazuje na wypracowanych już w polskich realiach rozwiązaniach, dając czytelnikowi praktyczne wskazówki, z drugiej – będzie książką pierwszego wyboru dla kogoś, kto na fali aktualnej popularności tej idei zechce sięgnąć po kompendium osadzone w Polskich realiach. Ale do rzeczy ;)

Co znajdziemy w książce?

Ta książka zawiera wszystko, co może przydać się początkującemu adeptowi bezodpadowego życia. Począwszy od krótkiego wstępu teoretycznego z delikatnym rysem historycznym i motywacyjnym, rozpoczniemy wędrówkę po wszystkich zakamarkach naszego domu – kuchnię, łazienkę i garderobę – systematycznie rozprawiając się z kolejnymi odpadami. Dwa kolejne rozdziały pozwolą nam zgłębić zagadnienie ograniczania odpadów w kontekście wychowania dzieci i pomogą przygotować się na wszelkie potencjalnie odpadowe pułapki czyhające na nas, gdy opuścimy próg naszego zacisznego domostwa. Na końcu każdego rozdziału znajdziemy też zgrabne podsumowanie w postaci checklisty, co fajnie porządkuje wiedzę, a jednocześnie jest przejrzystą i kompaktową receptą gotową do użytku.

Dużą wartość dodaną stanowią rozmowy o odpadach z osobami zaangażowanymi w styl życia zero waste (i uwierzcie mi na słowo, że nie piszę tego wcale dlatego, że jedną z nich jestem ja ;) ). Dzięki temu możemy zagłębić się w temat „antropologii śmiecenia” (wywiad z Olgą Drendą), zerknąć za miedzę by zobaczyć jak się miewa zero waste w Czechach (rozmowa z Anną Černá) czy poznać liderkę polskiego ruchu zero waste, Olę Niewczas. Te rozmowy pokazują różnorodne strategie i pomysły, obrazują, jak różne punkty widzenia można mieć na jeden temat i w jak wielu wymiarach można realizować filozofię zero waste. To pokazuje, że nie ma jedynej słusznej drogi i jednej sprawdzonej recepty, a zarazem daje poczucie, że cała idea może być elastyczna wobec naszych potrzeb i możliwości.

Najbardziej ucieszył mnie rozdział poświęcony kompostowaniu, bo jest to u mnie temat zdecydowanie na czasie. Ostatnie tygodnie upłynęły mi na przetrząsaniu zasobów internetu i żmudnych negocjacjach z moim małżonkiem, który do domowego kompostowania był nastawiony krytycznie do momentu, gdy nie uznał, że dżdżownice kalifornijskie zamieszkujące kompostownik mogą być znakomitym modelowym organizmem do jakiegoś eksperymentu ewolucyjnego ;) Żałuję, że książka nie wpadła wcześniej w moje ręce, bo z pewnością oszczędziłoby mi to wielu godzin spędzonych na oglądaniu filmików na YouTube, które spokojnie mogłabym poświęcić na pisanie kolejnego rozdziału mojej pracy doktorskiej ;) Tym niemniej, z wielką radością odkryłam, że na kilku stronach zawarte jest właściwie wszystko, co pozwoli kompletnemu laikowi przystąpić do kompostowania bez zbędnej zwłoki i z pominięciem etapu uciążliwego poszukiwania rozproszonych informacji (a może to tylko ja nie natrafiłam na idealne źródła).

Z dużym zainteresowaniem przeczytałam też rozdział poświęcony kosmetykom, szczególnie, że tego obszaru nie nazwałabym swoim konikiem, a moje kosmetyczne zmiany, tak jak były, nadal są „kosmetyczne” głównie z nazwy ;). W tej części znajdziemy sporo zaskakująco prostych receptur na ręcznie robione kosmetyki, spośród których szczególnie zaintrygowały mnie kremy – dotąd wiedza dla mnie tajemna. Nie wiem jak zareaguje na tę rewolucję moja wielce kapryśna cera, której trudno dogodzić, ale czuję się zdecydowanie zachęcona do wypróbowania przepisów na sobie. Myśl, że ktoś już przetarł szlaki i w dodatku wygląda świetnie stosując taką strategię (a wiem co mówię, bo ostatnio widziałam Kasię nie dalej niż tydzień temu) zdecydowanie dodaje mi otuchy.

recenzja książki Życie Zero Waste
Przy recepturach kosmetyków zatrzymałam się na dłużej :)

Nietrudno zauważyć, że najbardziej moją uwagę przykuły te fragmenty książki, które odnoszą się do tematów, w których mam jeszcze coś do nadrobienia. Książka będzie jednak niezwykle użyteczna dla osób, które w przeciwieństwie do mnie, z hasłem zero waste spotykają się po raz pierwszy. Bezodpadowi debiutanci znajdą w książce szereg użytecznych porad, począwszy od listy przedmiotów ułatwiających codzienne zakupy spożywcze, przez wskazówki na temat przechowywania i przetwarzania żywności, triki na wykorzystanie resztek, wytyczne na temat ekologicznego sprzątania, aż po podpowiedzi na temat higieny osobistej (choć ubolewam, że ten wątek nie zajął w książce więcej miejsca).

Czego w książce nie znajdziemy?

Z żalem odkryłam, że niektóre wątki omówione zostały dość powierzchownie. Zdecydowanie brakuje mi w książce bardziej rozbudowanego wstępu teoretycznego, głębszego pochylenia się nad problematyką odpadów w kontekście eksploatacji zasobów naturalnych oraz bardziej dobitnego uwypuklenia wyższości ograniczania produkcji odpadów nad segregacją i recyklingiem z punktu widzenia środowiska. Zapewne ilu praktyków zero waste, tyle różnych opinii i strategii spotkamy, jednak według mnie u podstaw naszej motywacji do walki z odpadami powinna leżeć troska o zasoby naturalne i stan środowiska oraz świadomość systemowych, globalnych, jak i lokalnych konsekwencji naszych wyborów konsumenckich, chociaż bez wątpienia jest to trudniejsze do omówienia i strawienia, mniej atrakcyjne dla odbiorcy i zdecydowanie mniej kuszące niż sielankowa wizja rzadszych wizyt w osiedlowej altanie śmietnikowej. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że książka w zamyśle jest poradnikiem, a nie encyklopedią, i mam świadomość, że to moje zawodowe zboczenie każe mi się doszukiwać solidnych podstaw merytorycznych, które wyraźniej ukazałyby czytelnikowi głębszy wymiar zmiany stylu życia. Ale myślę, że nie odbyło by się to bez korzyści dla motywacji czytelnika.

Bardzo liczyłam też na szersze omówienie bodajże jedynego tematu, który jest dla mnie kompletną zagadką, a który w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej będzie w naszym domu tematem gorącym – tematu pieluch wielorazowych. Ku memu rozczarowaniu, oprócz krótkiej wzmianki, że takowe istnieją, na żadne z nurtujących mnie pytań nie znalazłam odpowiedzi. Cóż, wychodzi czasem ze mnie leń, który wszystko chciałby mieć podane na tacy :)

Moją uwagę zwróciły natomiast dwie porady, co do których zachowałabym ostrożność. Dodatek cynamonu do kosmetyków, choć bez wątpienia pomoże uzyskać piękny zapach i kolor, może wywoływać reakcje skórne, zwłaszcza w przypadku cer wrażliwych i podatnych na podrażnienia. Niestety miałam okazję doświadczyć tego na sobie. Po drugie, spotkałam się z opinią, że karmy sprzedawane na wagę w sklepach zoologicznych pozostawiają sporo do życzenia pod względem jakości. Sucha karma bez szczelnego opakowania traci swoje wartości odżywcze, a tłuszcze w niej zawarte w kontakcie z powietrzem podatne są na jełczenie. Biorąc pod uwagę, że jako opiekunowie zwierząt  jesteśmy odpowiedzialni za ich stan zdrowia, zachowałabym daleko idącą ostrożność. Zdrowie zwierzaków zdecydowanie ma pierwszeństwo przejazdu.

Podsumowując

Książka skonstruowana jest bardzo przejrzyście i napisana jest prostym językiem. Przeczytałam ją w jedno popołudnie i był to czas spędzony w bardzo miłym towarzystwie. Narrację zdecydowanie wzbogacają opowieści autorki „z życia wzięte”, które czyta się z zapartym tchem i myślą „been there, done that” – nie obraziłabym się gdyby było ich więcej. Przede wszystkim jednak, podziw wzbudza fakt, że Kasia wykonała tytaniczną pracę, aby w przystępny i praktyczny sposób przybliżyć Polkom i Polakom arkana bezodpadowej filozofii życia, szczodrze dzieląc się wieloma latami własnych doświadczeń, poszukiwań, porażek i sukcesów. Co najważniejsze, książka przystaje do polskiej rzeczywistości, dzięki czemu ta pozycja nie jest idyllicznym, teoretyczno-filozoficznym konceptem, ale kompletnym i użytecznym przewodnikiem po bezodpadowym stylu życia. Jestem też przekonana, że ta książka powinna trafić pod strzechy wszystkich polskich domów, głęboko wierzę, że zrewolucjonizuje życie wielu osób, a w efekcie będzie pierwszym kamyczkiem, który ruszy tak wyczekiwaną przez nas lawinę.

  • Aga a może to czas na własną książkę??? :> Bo objętość tej recenzji jest większa niż niejeden felieton, ale czyta się ją zdecydowanie lepiej niż większość felietonów, pomyśl o tym ;)

    • Ekologika

      Haha :D Dzięki kochana :) Na razie mam inną, niemal książkową pozycję do napisania i zdaje się, że trauma będzie tak poważna, że przez kolejnych 5 lat nie napiszę ani słowa :)

      • OOO brzmi poważnie, ale chyba wiem o co chodzi, więc to poważna sprawa :)

  • Muszę kupić ksiażkę i rzeczytać czym prędzej, bo czuję się zielona :)

  • Joanna Baranowska

    Widzę, że zwróciłyśmy uwagę na podobne rzeczy w tej książce :) Bardzo jestem ciekawa, jak czytają ją osoby kompletnie nie w temacie. Dla nich kompostowanie w domu może być niezłym szaleństwem :D

    • Ekologika

      Przyznam szczerze, że dla mnie „siedzenie w temacie” zero waste było paradoksalnie przeszkodą w recenzji tej książki, która bądź co bądź jest skierowana raczej do początkujących w temacie. Co do kompostowania w domu – dzisiaj śnił mi się kompost! Serio :D

  • Pingback: Czy życie zero waste jest łatwe? - Green Projects()

  • Pingback: Granice zero waste | Ekologika - ekologiczny styl życia()