Zupa_cebulowa_ekologika

WegeWtorek: Zupa cebulowa

Odkąd mój mąż bywa/przebywa/pomieszkuje w Barcelonie, regularnie słyszę oskarżycielskie „A Ty jeszcze nie próbowałaś tych cebul”. Okazuje się bowiem, że może i narodowym warzywem Katalonii jest ziemniak, ale cebula jest tutaj obdarzana szczególną czcią. Odkąd osiedliłam się w Barcelonie na dobre, zdecydowanie nasiliły się nagabywania mnie o „te cebule” wzbogacane barwnymi opowieściami o ulicznych fiestach i zabukowanych z dużym wyprzedzeniem restauracjach specjalizujących się „w tych cebulach”, aż w końcu moja frustracja przelała czarę i postanowiłam zgłębić temat „tych cebul”, żeby zrozumieć, o co tyle zamieszania. Otóż, okazuje się, że Katalończycy, którzy nie potrzebują specjalnych okazji do świętowania, bo każdy powód jest dobry, celebrują również święto cebuli, a więc calçotadę, przypadającą oficjalnie na ostatnią sobotę stycznia. Czymże jednak byłaby Katalonia, gdyby fiesta kończyła się na jednym dniu świętowania? Dlatego, specjalnie przyrządzoną odmianę cebuli calçot (charakteryzuje się ona wydłużoną białą częścią, z wyglądu nieco przypomina pora) jada się tu od listopada aż do kwietnia.

Calçot

Cebulę piecze się na grillu, a następnie zjada się przy pomocy rąk, w towarzystwie pikantnej salsy. Wikipedia rzecze: „gotową cebulę chwyta się w dłonie, ściąga sczerniałe od smażenia liście zewnętrzne, a następnie macza w sosie i odgryza część cebuli, odchylając przy tym głowę. Ponieważ podczas jedzenia potrawy łatwo można się zabrudzić, biesiadnicy zazwyczaj ochraniają ubrania serwetkami. Potrawa ta nie jest przeznaczona do spożywania w samotności albo w niewielkim towarzystwie – tradycyjnie calçotada powinna być jedzona w dużej, co najmniej kilkunastoosobowej grupie” – według mnie kryje się w tym kwintesencja barcelońskiego stylu życia :) Cóż, te doznania kulinarne dopiero przede mną (https://www.facebook.com/events/955195411201546/), ale niekończąca się dyskusja o cebulach przypomniała mi o jednej z moich ulubionych zup, która korzenie ma raczej francuskie. A ponieważ oficjalnie panuje jeszcze zima, wieczory bywają chłodne, a wiatr od morza przenikliwy, to dobra rozgrzewająca zupa, w tym wypadku cebulowa, robi najlepiej.


Zupa cebulowa

Składniki na 4 porcje:

5-6 dużych cebul (ok. 1/2 kg)

50 g masła (można zastąpić oliwą)

1 łyżka mąki pszennej

1 lampka białego wina (ok 150 ml)

2 marchewki

1 litr bulionu warzywnego

1/4 łyżeczki kuminu

Szczypta chilli

sól i pieprz

2-3 łyżki jogurtu naturalnego lub śmietany

Garść startego na tarce sera żółtego

kawałek bagietki lub pszenna bułka na grzanki

Wykonanie:

W garnku z grubym dnem rozpuść masło i dodaj posiekane w paseczki cebule. Duś tak długo, aż cebula przybierze piękny złocisty kolor. Dodaj do cebuli mąkę i mieszając duś kolejne 2-3 minuty. Do garnka wlej białe wino – najlepsze będzie półwytrawne, ale poza słodkim deserowym winem, sprawdzi się tu właściwie każde (a najlepiej sprawdza się tanie, serio ;) ). Po chwili, gdy wino odparuje, wlej bulion, dodaj marchewki pokrojone w plasterki oraz przyprawy. Gotuj pod przykryciem ok. 20 minut. Na koniec dodaj do zupy łyżkę tartego sera i jogurt. Na rozgrzanej na patelni oliwie przygotuj grzanki z bagietki pokrojonej w plastry. Zupę rozlej do miseczek, na wierzchu ułóż 2-3 gorące grzanki i posyp pozostałym serem. Wedle francuskiego zwyczaju zupę można jeszcze zapiec przez kilka minut w piekarniku, ale ja przeważnie pomijam ten krok z lenistwa ;)

Bon apetit!

cebulowa_ekologika