wszystkie zalety carpoolingu

Wszystkie zalety carpooling’u plus garść anegdot z życia

Carpooling. Czyli wspólne przejazdy samochodem. Niektórych kuszą oszędnościami finansowymi, inni kierują się motywami ekologicznymi, dla wielu będzie opcją dotarcia w miejsca, gdzie transport zbiorowy szwankuje lub podróż z jego wykorzystaniem będzie nierozsądnie długa i skomplikowana. Dla mnie osobiście carpooling jest synonimem skoku adrenanaliny.

Kiedy w moim życiu odczuwam powiew nudy i rutyny, myślę sobie – czas na podróż ;) Kto mnie zna bliżej, ten wie, że podróżowanie w moim towarzystwie ZAWSZE związane jest z jakimiś dodatkowymi atrakcjami: jeżeli w Gruzji wybucha wojna – jesteśmy, jeśli Chavez zrywa stosunki dyplomatyczne z Kolumbią – obowiązkowo w naszej obecności, trzeba zgubić bagaż w drodze na miesięczny trekking w Himalajach – mamy wprawę. Tak już mamy – my w sensie Ekologika i mąż Ekologiki, a konsewkencje odczuwają wszyscy, którzy z nami podróżują. Ot maskotki szczęścia ;) Carpoolingu zasada ta również się tyczy ;) Więc pozwólcie, że zanim przybliżę Wam wszystkie liczne zalety carpoolingu, przytoczę Wam kilka carpoolingowych anegdot z życia Ekologiki (choć mam wątpliwości, czy aby na pewno przekonają Was do tego sposobu podróżowania ;) ). A zatem – jedziemy :)

Pierwsza jest o tym, że… można poznać kogoś szałowego ;)

To była jedna z pierwszych podróży, gdzie zaoferowałam miejsca na przejazd. Wybierałam się na jakieś warsztaty do Łodzi, a ponieważ podróż z Krakowa była wówczas dość uciążliwa, zdecydowałam się na samochód, by dotrzeć na czas. Późnym wieczorem, dzień przed planowaną podróżą zgłosiła się do mnie para wracająca z wakacji na Sycylii i podróżująca do Łodzi właśnie. Wszystko dogadane, spotykamy się w umówionym miejscu o umówionej porze. Najpierw rozmawiamy trochę o Sycylii, wakacjach pod namiotem, o życiu. Tłumaczę, po co jadę do Łodzi, że zajmuję się edukacją ekologiczną i mamy takie a takie warsztaty. Po czym słyszę:

„Oooo, znamy, znamy, my też działamy w sektorze pozarządowym”

„Taaak? Serio?” – odpowiadam – „a czym się zajmujecie?”

„Budownictwo naturalne” – wyostrzam słuch – „kojarzysz Cohabitat?”

„No jasne, że kojarzę!!!” – mój entuzjazm rozsadza samochód od wewnątrz

„No, to my go stworzyliśmy”

Kurtyna.

Jeszcze przed Częstochową okazało się, że moim pasażerem jest Paweł Sroczyński – założyciel Cohabitat, wraz ze swoją partnerką, Moniką :) Rozumiem, że część z Was nie do końca rozumie, czym tu się jarać, ale jeżeli pasjonuje Was budownictwo naturalne, z pewnością mnie zrozumiecie :) Jeśli nie – to bardzo polecam :) To prawdziwa skarbnica wiedzy o permakulturze i możliwościach wykorzystania słomy i gliny jako materiałów budowlanych :)

Druga jest o tym, że… policja miewa ludzką twarz ;)

Wybierałam się akurat na pierwszą komunię mojego absolutnie przesłodkiego chrześniaka – 500 kilometrów w jedną stronę. Uznałam, że to idealna okazja, by poszukać towarzyszy podróży. Nie pamiętam już, jaki był powód, że swoją podróż zaczynałam w Warszawie, ale moi rodzice uznali, że lepiej będzie, jeśli na tak długą trasę pożyczę samochód od nich, zamiast telepać się moją rozklekotaną Toyotą Yaris. Tak też zrobiłam. Z chłopakiem, który odpowiedział na moje ogłoszenie, spotkaliśmy się na dworcu Warszawa Gdańska i można powiedzieć, że od razu zaiskrzyło:

„Fajna fura” – rzecze on

„Kradziona” – żartuję ja, mając na myśli, że gwizdnęłam ją rodzicom

„Taaak?” – interesuje się on – „To pokaż papiery”

„A Ty co, z policji?” – śmieję się zapinając pasy

„Owszem”

„I co, teraz będę musiała jechać zgodnie z przepisami?!” – lekko panikuję zwłaszcza, że kodeks ruchu drogowego zdarza mi się traktować dość nonszalancko.

„Nieee” – odpowiada on – „Ale punkty liczę”

To na szczęście był żart. Podróż mijała nam w bardzo miłych okolicznościach, do tego stopnia, że troszeczkę się zagadaliśmy i zdarzyło mi się zupełnie nie zauważyć ograniczenia prędkości przed bramkami na autostradzie. Niestety po uiszczeniu opłaty okazało, że być może znak umknął mojej uwadze, ale radykalne przekroczenie prędkości nie umknęło uwadze patrolowi drogówki stacjonującemu tuż za bramkami. Uchylam okno i od miłej Pani policjantki słyszę:

„A Pani Kierowca dokąd się tak spieszy?”

Na co mój pasażer wychyla się do okna rzuca jakimś paragrafem, a wprawiona w osłupienie policjantka zaczyna recytować swój stopień, nazwisko, jednostkę i powód zatrzymania. Tyradę kończy niepewnym „A kolega z której jednostki?”.

I tak od słowa do słowa okazało się, że w sumie to moje wykroczenie było dosyć marginalne, szczególnie w porównaniu ze sposobem zatrzymania nas do kontroli, który łamał nie tylko protokół ale i prawo, jak się dowiedziałam 10 kilometrów później ;) Mimo, że tym razem uszło mi na sucho, do końca podróży prowadziłam zupełnie podręcznikowo ;)

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że absolutnie nie popieram łamania kodeksu ruchu drogowego, a w szczególności unikania kary za popełnione wykroczenia. Żeby była jasność. Dumna z mojego wyczynu nie jestem jakoś szczególnie bardzo.

Trzecia jest o tym, że… nigdy nie wiesz czy nie zostaniesz świadkiem zatrzymania groźnego gangstera ;)

Tym razem wybierałam się w podróż na trasie Poznań – Kraków. Wyjazd zaplanowałam bladym świtem i od razu dołączyła do mnie Natasza – Ukrainka od dwóch lat mieszkająca w Polsce. Krótko potem ugrzęzłyśmy w potwornym korku na Alejach Niepodległości i choć były to godzinny porannego szczytu, to korek był nadzwyczaj gęsty, ale czas umilałyśmy sobie rozmową. I w tym ślamazarnym korku, w którym od kilku minut nie poruszyłyśmy się ani o metr nastąpiło nagle coś, co wprawiło mnie w kompletne osłupienie i nie będzie żadną przesadą, jeśli dodam, że było to chyba najbardziej przerażające doświadczenie w moim życiu. Otóż kątem oka zauważyłam, jak w stojącym obok mnie na sąsiednim pasie samochodzie dostawczym otwierają się drzwi i z pojazdu wysiada kilku ubranych w dresy i kominiarki facetów z bronią automatyczną. Pierwsza myśl, która zagościła w moim mózgu zamarynowanym licznymi w tamtym czasie doniesieniami o zamachach terrorystycznych była taka, że otóż terroryści z nieznanego powodu postanowili przeprowadzić wyjątkowo parszywy zamach na ludność cywilną tkwiącą w samochodach uwięzionych w porannym korku. Natasza również wychodziła chyba z takiego założenia, bo schowała się pod fotel i wrzeszczała do mnie żebyśmy natychmiast stamtąd uciekały. A ja jak sparaliżowana obserwowałam jak grupa zamaskowanych uzbrojonych facetów biegnie między poprzedzającymi mnie samochodami. Chwilę później rozległa się długa seria strzałów okraszona błyskami, dymem i hukiem, a z ostrzelanego samochodu stojącego jakieś 3 – 4 pojazdy przede mną, „napastnicy” wyciągnęli jakiegoś faceta prosto w krzaki. Ja w popłochu i przy akompaniamencie piszczącej za fotelem Nataszy zaczęłam rozważać możliwe drogi ewakuacyjne i gotowa byłam nawet sforsować pas zieleni oddzielający mnie od przeciwnego pasa, kiedy zobaczyłam niebieskie błyski policyjnych kogutów na kilku sąsiadujących ze mną samochodach. Dotarło do mnie, że to nie terroryści, tylko raczej antyterroryści i jest spora szansa, że nic nam jednak nie zagraża. Przede mną zrobił się chaos, policjanci zaczęli kierować ruchem, a ja z wrażenia nie byłam w stanie wcisnąć sprzęgła, bo tak potwornie trzęsła mi się noga. Kilka minut później opowiedziałyśmy całą historię drugiemu pasażerowi, którego zgarnęłyśmy z umówionego miejsca i myślę, że koleś pomyślał, że jesteśmy nienormalne, a już na pewno nie od razu nam uwierzył ;) Dopiero późniejszy research internetowy wykazał, że byłyśmy świadkami zatrzymania jakiegoś wyjątkowo groźnego gangstera. Do dzisiaj się zastanawiam, jaki trzeba mieć talent, żeby zawsze znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.

Opisane przeze mnie historie, wszystkie co do jednej zdarzyły się naprawdę, a i tak jest zaledwie czubek góry lodowej anegdot i zabawnych, a momentami mrożących krew w żyłach historyjek, które przydarzyły mi się za sprawą carpoolingu.

Niemniej stoję na stanowisku, że bardzo warto uprawiać carpooling i jest ku temu sporo powodów:

  1. Poznasz niewiarygodnie ciekawych ludzi i niesamowite historie z ich życia (do tego wpisu swoją drogą zainspirowała mnie moja koleżanka Gosia, która na facebooku wspomniała, że ostatnio podróżowała z rabinem ;) )
  2. Masz szansę przeżyć niejedną przygodę
  3. Rezygnując z podróży własnym samochodem na rzecz carpoolingu przyłożysz się do zmniejszenia śladu węglowego (zawsze to lepiej 4 osoby w jednym samochodzie, niż 4 samochody przewożące po jednej osobie)
  4. Zaoszczędzisz pieniądze
  5. Carpooling to również mniej samochodów na drodze (przy założeniu, że ktoś faktycznie z podróży własnym samochodem rezygnuje, choć wiadomo, że ideałem jest korzystanie z perfekcyjnej komunikacji zbiorowej)
  6. Efektywniej spędzasz czas – jeśli jesteś kierowcą, możesz się socjalizować z pasażerem, jeśli jesteś pasażerem, możesz robić to wszystko, czego nie możesz robić jako kierowca. Na przykład odpisywać na maile. Ale lepiej się socjalizować
  7. Efektywniej przemieszczasz się – w wielu dużych miastach (niestety nie w Polsce) można spotkać specjalne pasy wyznaczone dla samochodów wiozących określoną liczbę osób. Dzięki temu w zamian za podjęty wysiłek wspólnego przejazdu szybciej dotrzesz na miejsce.
  8. Dotrzesz w miejsca, gdzie trudno dojechać komunikacją zbiorową

Gdzie szukać pasażerów i kierowców?

Pomocne będą:

♥ http://blablacar.pl

♥ http://www.jedziemyrazem.pl/

♥ https://www.carpoolworld.com/

♥ lokalne i podróżnicze fora internetowe, lokalne grupy sąsiedzkie takie jak opisana w tym wpisie

♥ intranet i/lub tablica ogłoszeń w Twojej pracy ;)

Nie zapominajmy jednak, żeby zawsze w pierwszej kolejności wybierać środki komunikacji zbiorowej takie jak autobusy, tramwaje czy pociągi. Carpooling traktuj jako ostateczną ostateczność, ale mimo wszystko znacznie lepszą niż samotną podróż z powietrzem jako jedynym pasażerem.

zrównoważony transport

Ciekawa jestem waszych przygód z carpoolingiem. Korzystacie? Lubicie? Co Was spotkało w trakcie takich podróży?