Wszystko, co każda kobieta wiedzieć powinna o… „menstrual cup”

Pierwszy raz o „menstrual cup”, występującym w polskiej wersji językowej pod nazwą „kubeczek menstruacyjny” usłyszałam już dobrych kilka lat temu (jeżeli nigdy nie spotkałaś się z tym terminem zajrzyj tutaj). Natomiast, ze względu na moje ówczesne – zabetonowane i wielce konserwatywne – podejście do sprawy, oraz wewnętrzne przekonanie, że ludzka cywilizacja z pewnością nie stworzyła  niczego lepszego niż tampony, szybko o sprawie zapomniałam. Do czasu. A dokładnie do czasu, gdy na skutek intrygującego splotu różnych zdarzeń, w mojej głowie zakiełkowała myśl „a może dajmy temu szansę”. W końcu jestem dorosłą kobietą, z nasilającym się z wiekiem zamiłowaniem do trzymania się faktów. A fakty są takie, że uprzedziłam się do czegoś czego nie znam i to bardziej niż czterolatek do brukselki.

Co się stało, że zmieniłam zdanie?

Wróćmy jednak do owego splotu wydarzeń, które doprowadziły nas do tego miejsca. Gdzieś pod koniec ubiegłego roku w mediach gruchnęła informacja, że

według argentyńskich naukowców aż 85% procent przebadanych środków higienicznych wykonanych z bawełny (w tym tamponów) wykazało obecność glifosatu.

Glifosatu, czyli pestycydu wprowadzonego na rynek przez koncern Monsanto, szczodrze stosowanego na plantacjach soi czy bawełny właśnie, a przez WHO uznanego za „prawdopodobnie rakotwórczy” (chociaż debata o szkodliwości glifosatu wciąż toczy się w środowisku naukowym, nie bez kontrowersji z resztą). Za każdym razem, kiedy ma miejsce spór na temat potencjalnie szkodliwego, lecz niepotwierdzonego w 100%, wpływu czegoś na coś, przypomina mi się od razu historia DDT – insektycydu, który uważany był za bezpieczny, a stosowano go w zbiornikach wód śródlądowych w celu wytępienia komarów. Parę lat później okazało się, że DDT wytępiło z dużym sukcesem nie tylko komary, ale również lokalną populację ptaków drapieżnych… Nauczona tą historią tego rodzaju doniesienia zdecydowanie zwiększają moją podejrzliwość (bez popadania w histerię), a w tym wypadku podejrzenie pada na dotąd przeze mnie hołubione tampony.

Przy okazji, odkryłam, że kobiece produkty higieny osobistej są niemałym obciążeniem dla środowiska (jak właściwie wszystko, co jest jednorazowego użytku). I tak na przykład w ciągu jednego roku na całym świecie zużywa się i wyrzuca 45 miliardów (45 000 000 000) tamponów i podpasek. Trudno sobie wyobrazić tę górę odpadów, ale równie niewyobrażalna jest ilość wody i energii którą pochłonęła ich produkcja.

Niedługo potem, ale już po przeprowadzce do Barcelony, gdzieś w moim facebookowym feedzie mignął mi

przepełniony oburzeniem artykuł hiszpańskiej La Vanguardii o tym, dlaczego dziewczynkom w szkole mówi się o tamponach i podpaskach, a ani słowem nie wspomina się o kubeczkach menstruacyjnych,

które są przecież znacznie lepszym rozwiązaniem comiesięcznych dylematów. Z jednej strony zaskoczyło mnie, że kubeczek menstruacyjny w Polsce właściwie nieznany, w Hiszpanii jest przedmiotem publicznej debaty. Pomyślałam sobie wtedy, że fajna ta Hiszpania, skoro takie zagadnienia poruszane są na łamach wiodącego katalońskiego dziennika, a przez myśl mi przemknęło, „co by było, gdyby takie menstruacyjne tematy pojawiły się w polskiej prasie”. Zdecydowanie była to myśl prorocza, bo na polskie oburzenie okładką „Wysokich obcasów” nie trzeba było długo czekać ;)

Mniej więcej w tym samym czasie w Barcelonie odbywały się ogromne targi ekologiczne, na które postanowiłam się wybrać. I znowu zdumienie:

na targach wśród dziesiątek wystawców znalazłam przynajmniej kilka stoisk oferujących kubeczki menstruacyjne i wielorazowe podpaski.

Pomyślałam wtedy, że jako rzetelna blogerka powinnam wyzbyć się uprzedzeń i sprawdzić, co to warte. Podpaski wielorazowego użytku zdyskwalifikowałam już na starcie (głównie ze względu na ograniczoną według mnie funkcjonalność i konieczność prania), ale powzięłam postanowienie, że kubeczkom menstruacyjnym dam szansę. I jak postanowiłam tak uczyniłam, rozpoczynając od przeczesywania zasobów internetu.

Poszukiwania modelu idealnego

Powiem szczerze, że oferta kubeczków menstruacyjnych przerosła moje najśmielsze oczekiwania – różnorodne kolory, kształty, rozmiary i zróżnicowana elastyczność silikonu. Z wyborem optymalnego modelu męczyłam się dobrych kilka dni, ale ostatecznie zdecydowałam się na zakup RubyCup, nie tylko z powodu bardzo dobrych recenzji, ale przede wszystkim ze względu na deklarację producenta, że dzięki każdemu kupionemu kubeczkowi, przekazuje jeden kenijskiej dziewczynce. Warto wspomnieć, że w krajach o niskim standardzie sanitarnym miesiączka często jest czynnikiem, który uniemożliwia dziewczynkom kontynuowanie edukacji. Powód jest prozaiczny – brak dostępu do środków higienicznych i brak sanitariatów w szkołach. Bardzo pomocna w wyborze okazała się strona internetowa http://menstrualcupreviews.net/, która zawiera obszerne recenzje różnych modeli. O ile mi wiadomo, na razie nikt w Polsce nie skusił się na produkowanie kubeczków, ale wybrane modele dostępne są w polskich sklepach internetowych.

kubeczek_menstruacyjny

Obawy

Oczywiście, miałam liczne. Największym moim zmartwieniem było, czy to rzeczywiście działa, gwarantując komfort nie mniejszy niż moje dotychczasowe wybory. Biorąc pod uwagę, że jestem młodą, bardzo aktywną kobietą, wygoda i skuteczność są dla mnie kluczowe i jestem głęboko przekonana, że nie pójdę w tym względzie na żadne kompromisy, bo jeszcze nie zwariowałam, żeby w imię ekologii fundować sobie samej comiesięczny koszmar. Widok samego kubeczka i jego gabaryty nasuwają wątpliwości, co do komfortu użytkowania i łatwości aplikacji. No dobra, powiem szczerze, padł na mnie blady strach i zwątpienie, które i tak są niczym w porównaniu z paraliżem, który mnie dopada przed następnym akapitem ;)

W praktyce

Jak wszystko z czym stykamy się po raz pierwszy, również pierwsza aplikacja kubeczka menstruacyjnego może być odrobinę problematyczna, ale już po 2-3 próbach doszłam do wprawy. Co mnie totalnie zaskoczyło, to fakt, że mimo swojej niemałej średnicy silikonowy kubeczek jest praktycznie zupełnie niewyczuwalny, a komfort jego noszenia w niczym nie różni się od klasycznych tamponów. Drugim zaskoczeniem było to, że kubeczek jest szczelny jak diabli i to przez długie godziny. A zapewniam, że na testy wybrałam sobie wyjątkowo specyficzny czas i nie siedziałam w domu ze skrzyżowanymi nogami ;) Kubeczek przetrwał ze mną podróż samolotem do Polski, całodzienny spacer po Poznaniu, dzikie tańce na weselu i powrót opóźnionym o 4 godziny samolotem. I nie dał plamy ;) Muszę przyznać, że sama byłam zaskoczona zaufaniem jakim postanowiłam obdarzyć ten gadżet ;) Kubeczek nie jest jednak rozwiązaniem idealnym, ma pewne nieliczne, ale jednak – wady. Przede wszystkim, wbrew moim obawom trudności nie dotyczyły aplikacji kubeczka, ale raczej jego wyciągnięcia. Nie, nie, to nie jest tak, że nasza żarłoczna macica wessie kubeczek wraz z zawartością do wnętrza naszych trzewi, bo tak jak w przypadku tamponu, kubeczek na miejscu trzymają mięśnie pochwy, ale mimo wszystko „dzyndzelek” jest krótszy, a ponieważ wykonany jest z silikonu – jest nieco bardziej śliski niż bawełniany sznureczek. Poza tym kubeczek perfekcyjnie „zasysa się” na ściankach pochwy (dzięki temu jest taki szczelny), co nastręcza pewnych trudności, ale podejrzewam, że i to jest kwestią wprawy i praktyki. Drugim małym minusem jest fakt, że opróżnienie i ponowna aplikacja kubeczka wymagają obecności wody, co oznacza, że nie wszędzie będzie to komfortowe i możliwe. Niektóre użytkowniczki twierdzą, że problem da się obejść za pomocą zwykłej chusteczki higienicznej, ale mnie jednak taka wersja wypadków nie przekonuje. Na szczęście, kubeczek można opróżniać zdecydowanie rzadziej niż w przypadku innych środków higienicznych, więc ten problem jest do uniknięcia. Podsumowując, czy cała sprawa warta jest zachodu? Jak dla mnie – zdecydowanie TAK. W ostatecznym rozrachunku ilość plusów przeważa zdecydowanie nad nielicznymi minusami – z resztą zobaczcie same:

Plusy:

♥ Szczelność absolutna

♥ Wygoda i komfort użytkowania

♥ Wymaga opróżniania rzadziej, niż tampon wymiany – ogromny plus

♥ Mimo relatywnie dużego kosztu początkowego, błyskawicznie się zwraca

♥ Według producenta wystarcza na 10 lat, dzięki czemu ogromnie redukuje ilość odpadów

♥ Nie uczula i nie jest toksyczny – jest wyprodukowany z silikonu medycznego

♥ Nie wykazano związku pomiędzy użytkowaniem kubeczka menstruacyjnego a TSS (zespołem wstrząsu toksycznego, który może wystąpić w czasie stosowania tamponów)

♥ Sprawdza się w trakcie aktywności fizycznej

♥ Można korzystać z niego również nocą

Minusy:

♠ Ja akurat miałam drobne trudności z wyciągnięciem kubeczka, ale możliwe, że to kwestia wprawy lub modelu, a moje trudności nie wymagały w żadnym wypadku interwencji medycznej

♠ Przy opróżnianiu kubeczka potrzebny (ale nie niezbędny) jest dostęp do wody

Ogólna ocena

Przyznam szczerze, że jest dla mnie szokiem, jak mogłam żyć przez tyle lat w tamponowym ciemnogrodzie. Jak dla mnie kubeczek menstruacyjny jest na prawdę dobrą i godną zaufania alternatywą, i sama się dziwię, że w Polsce nie zyskał sobie jeszcze szerokiego grona fanek (co mam nadzieję tym wpisem nieco zmienić :) ). Oczywiście, biorę pod uwagę, że moja ocena jest subiektywna, bo jest MOJA, być może nie dla każdej z Was takie rozwiązanie okaże się satysfakcjonujące, ale jedno jest pewne – w tak ważkiej sprawie nigdy nie poleciłabym czegoś co się nie sprawdza i, czego koszty są większe niż zyski. Po drugie, gwarantem rzetelności tej recenzji jest fakt, że nikt za nią nie płaci i nie mam absolutnie żadnego interesu w tym, żeby polecać Wam buble. Ostateczna decyzja i tak należy do Was samych.

Warto jednak spróbować tej cholernej brukselki zanim się kategorycznie uzna, że jest niejadalna ;)


Q&A

Co to jest kubeczek menstruacyjny?

Kubeczek menstruacyjny to wykonany najczęściej z silikonu medycznego środek higieniczny przeznaczony dla kobiet w czasie menstruacji. Kubeczek umieszczony wewnątrz pochwy ma za zadanie zbierać wydzielinę, a po opróżnieniu może być zaaplikowany ponownie.

Czy to jest bezpieczne?

Tak, to bezpieczne rozwiązanie. Nie wykazano związku pomiędzy stosowaniem kubeczków menstruacyjnych a zachorowaniami na TSS (zespół wstrząsu toksycznego). Silikon medyczny jest higieniczny i hipoalergiczny.

Czym poszczególne modele różnią się od siebie?

Poszczególne modele mogą się między sobą różnić przede wszystkim rozmiarem, ale również kształtem, rodzajem i kształtem końcówki, miękkością silikonu, ale również… kolorem :)

Jak wybrać odpowiedni rozmiar?

Każdy producent ma własną „rozmiarówkę”. Rozmiar kubeczka zależy od Twojego wieku oraz tego, czy rodziłaś.

  • Kasia C.

    Świetny artykuł – pierwszy raz słyszę ( w zasadzie czytam) ;) o kubeczku menstruacyjnym, ale z pewnością go wypróbuję. Pozdrawiam

    • Dziękuję za miłe słowo i bardzo się cieszę, że chciałabyś wypróbować :) Trzymam kciuki za Ciebie i gratuluję otwartości na nowe :) :) Ściska, Agnieszka

  • Kalina

    Super, że spodobał Ci się kubeczek menstruacyjny :) Też używam i odnoszę czasem wrażenie, że jest jeszcze bardzo niepopularny, a szkoda, bo także jestem bardzo zadowolona z użytkowania. Rozmawiam czasem na temat kubeczka z koleżankami i różnie bywa. W większości są zainteresowane, czasem uważają, że to niehigieniczne. A tampony i podlaski przecież też nie są ;) Są chociażby bielone detergentami… Tampony powodowały u mnie masę infekcji, a z kubeczkiem czuję się zdrowiej i bardziej świeżo :) Swój pierwszy kupiłam w drogerii ekologicznej better land, firmy lady cup. Pani, która mi doradzała, znała się na rzeczy, więc trafiłam za pierwszym razem. Do dzisiaj się nie rozstajemy. Do Twojego wpisu dodałabym jeszcze w plusach, że generuje oszczędności. Liczyłam kiedyś z ciekawości, ile oszczędzam w roku i wyszło mi 150zł, a to nie mało! :)

  • Witaj, juz kolejny raz spotykam sie z tym tematem wsrod blogosfery i jest mi zle z powodu tego, ze rowniez zylam w ciemnogrodzie tyle lat. To musi byc gadzet idealny, bo jak wiele dzieki niemu zyskujemy (glownie chodzi mi o zdrowie i ograniczenie odpadow). Jestem przekonana do zakupu, nie wyobrazam sobie po przeczytaniu wielu opinii uzywac znowu zwyklych tamponow, czysta hipokryzja :)
    Pozdrawiam goraco :)

    • Ekologika

      Super :) Sama na tyle się przyzwyczaiłam, że nie wyobrażam sobie powrotu do tradycyjnych środków higienicznych :) Cieszę się bardzo, że i Ty się decydujesz :) Trzymam kciuki :)

  • Pingback: Ekologika + Ekokobieta + Basia G. = recenzja MoonCup + Niespodzianka | Ekologika - ekologiczny styl życia()

  • Arcydzielna

    Od jakiegoś czasu się nad tym zastanawiałam, fajnie trafić na taki wpis ;) NIe wyobrazam sobie jednak „uzycia” a dokłądnie czyszczenia kubeczka w pracy, gdzie jest setka innych kobiet, a umywalka jest po za toaletą… ta sytacja jak na razie mnie odciąga od kupna kubeczka.

    • nat

      Powiem Ci, że testuję i nie mam z tym problemu :) Chociaż przyznam, że na początku też się bałam. Jeśli mam możliwość – zabieram ze sobą butelkę z wodą i płuczę kubek nad toaletą. Jeśli nie mam, to po prostu wycieram go do sucha papierem, trzeba jedynie uważać, żeby papier nie został na kubeczku. Oczywiście myję dokładnie ręce przed skorzystaniem z toalety i nie dotykam innych przedmiotów w trakcie ;)

  • Pingback: Ekologiczne postanowienia noworoczne | Ekologika - ekologiczny styl życia()

  • Algorytm Gwiazd

    Nabyłam niedawno lilycup i właśnie go przetestowałam. Super sprawa! (Jaram się! :-) Jest jedno „ale” – przy obfitym krwawieniu trzeba często opróżniać kubeczek – co 2 godziny przynajmniej.

    • Algorytm Gwiazd

      Żałuję, że kupiłam dopiero teraz!

      • Ekologika

        Ależ się cieszę, że się polubiliście! Super sprawa i ja też się jaram, że Ty się jarasz 😀 Możesz też pomyśleć o dokupieniu drugiego, większego. Niektóre modele przy tej samej średnicy są dłuższe, bardziej pękate i pojemniejsze. Wtedy będziesz idealnie zabezpieczona na lżejsze o cięższe dni 😊